Słowo warte więcej niż złoto

Dawno, dawno temu, a może wcale nie tak dawno, ludzie byli słowni. Ci porządni. Tych drugich nazywano łgarzami, kłamcami, lekkoduchami lub bajkopisarzami, czyli nie tratowano ich ani przyjaźnie, ani z szacunkiem. 

Potem coś się zmieniło. Ile dziś znaczy „słowo honoru” i czy w ogóle ktoś się nim posługuje? Prawdziwą wartość ma kłamstwo i oszustwo, o ile przynosi korzyści. I, o ile nie dasz się na nim złapać. A jeśli się już to przydarzy, to zawsze na podorędziu znajdzie się jakieś „oj tam, oj tam”, czyli „o co ten cały hałas?!” 

Najlepiej i najbezpieczniej stosować mijanki z prawdą wobec ludzi zależnych od siebie, uczciwych (małe prawdopodobieństwo, że się odkują), potrzebujących lub bezbronnych z innych powodów. Mały Miki. Wciśniesz kit jakiejś babci i prowizja twoja. Na jeden termin umówisz czterech chętnych, obsłużysz jednego, trzech będzie się wściekać (hihihi), ale nie pójdzie do konkurencji, jeśli ich znowu skutecznie zbajerujesz. Pożyczysz kasę „na gębę”, nie oddasz, może potem, albo wcale, zobaczy się. Chciała, to pożyczyła. Niech się frajerka uczy życia.  Przykłady można by mnożyć długo, ale po co? Wszyscy je znamy. Zresztą nie dotyczą tylko kontaktów prywatnych, ale bardzo często zawodowych. Kiedy prowadzi się własny biznes, to jest nie tylko dyskomfort, ale prawdziwy ból, także finansowy, w postaci realnych strat.

Jaki piękny byłby świat, gdyby ludzie zwyczajnie mogli sobie ufać. Gdyby poniedziałek, znaczył poniedziałek, tak – tak, a zawsze – zawsze, póki śmierć nas nie rozłączy. Utopia? 

Jeśli tak, to ja mam ten luksus, że żyję sobie w takiej utopii. Przestrzegam starych, dobrych, szlachetnych reguł gry i wymagam tego od innych. Oczywiście, zdarza mi się natrafić na łgarza i kombinatora. Radzę sobie tak, że natychmiast wylatuje z mojego życia prywatnego, choćby za niepunktualność – czas jest dla mnie cenny i nie pozwolę nikomu sobie go kraść. Jeśli oszuka mnie „fachowiec”, to mu dziękuję – jak on niby ma sobie poradzić ze skomplikowaną naprawą, jeśli nawet z zegarkiem nie umie się obchodzić? Kiedy jednak na nic nie mam wpływu, to przynajmniej pomyślę sobie: „no cóż, X należy do tej kategorii społeczeństwa, co im słoma z butów wystaje, a frak to dopiero dobrze będzie leżał na jego prawnukach”. Jasne, wiem, to niby nic, ale czy chcielibyście, żeby tak o was myślano? ;)

szacunek

 

 

 

 

8c komentarze/y do Słowo warte więcej niż złoto

  • ~a1b3.blog.pl

    Przeczytałem jak zawsze Twoje notki z zainteresowaniem. Możemy chyba sobie podać bratnie ręce. Ja na swoje życie patrzę już z górki i teraz najlepiej widać kim ja byłem, jak postepowałem, jak żyłem. Żyłem właśnie tak, że ceniłem bardzo słowo własne, starałem się je zrealizować, wypenić. To zostało umnie do dzisiaj, taki już jestem. Serdecznie pozdrawiam Helenka z Tadeuszem

  • ~a1b3.blog.pl

    Dzięki za miłe słowa. Spokojnej i miłej niedzieli. HiT

  • Dla mnie słowo jest ważniejsze niż cokolwiek innego, nie rzucam słów na wiatr, ale niewielu jest takich ludzi, jeśli komuś coś obiecam, stanę na głowie aby dotrzymać obietnicy, jeśli nie jestem w stanie czegoś zrobić to nawet się nie odezwę, ale jak to w zyciu bywa za dore serce i uczciwość zawsze płacimy bardzo wysoką cenę….

    • szarabajka

      To prawda, że na słowności jednych najbardziej korzystają drudzy. Ci słowni to z tego maja tyle, ile gołębiarz z gołębi ;)Ale i tak warto. To min. (a może przede wszystkim?) nigdy nie musiałam szukać pracy – to ona mnie szukała.

  • Szczere, aż do bólu, a najgorsze w tym wszystkim że tak bardzo realne i prawdziwe…

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>