Projekt #starość

Nigdy wcześniej nie byłam stara, więc tę nową rolę, bez względu na to, na jak długo będzie mi powierzona, przyjęłam jak wyzwanie. Z zapałem, ciekawością, ale nie spontanicznie – to zbyt poważna rola, żeby odegrać ją jak dyletant, myślałam sobie. I jeszcze sobie pomyślałam, że nie będę odkrywać prochu, bo ktoś już to przede mną zrobił, a poza tym lepiej uczyć się na czyichś błędach :-) Zaczęłam więc sobie przypominać znane mi staruszki, ich życie. Przysłuchiwałam się też uważnie, co i jak planują moje rówieśniczki. Na końcu wyciągnęłam wnioski dla siebie. Zaplanowałam…

NIC NIE PLANOWAĆ

Planowałam całe życie, bo tak było trzeba. Teraz chcę robić to, na co akurat mam ochotę, a co ważniejsze, nie robić tego, czego tak naprawdę nie chcę, a zrobiłabym bo wypada, powinnam, dobrze by było. Nie mam specjalnych oczekiwań, nawet co do najbliższej przyszłości. Będzie, jak chcę – super, jak nie – serca mi to rozczarowanie nie złamie. 

Mówią, że starość się Panu Bogu nie udała. To fakt, coraz więcej ograniczeń z sobą niesie. Tych fizycznych i tych psychicznych. Kurczą się też moje psychofizyczne zasoby, ale zawsze jakieś są, a póki są, należy je wykorzystać. I docenić. Bo jutro może ich już nie być. Pchana, namawiana, nakłaniana zgodziłam się na wyjazd do Wisły, który naprawdę dobrze mi zrobił. Także pchana, namawiana, nakłaniana pozwoliłam się uszczęśliwić iPhonem, który dziś jest moim najlepszym przyjacielem. I już nie pozwolę się kolejny raz pchać, namawiać, nakłaniać na nic – pozwolę sobie na zaufanie i wiarę, że przyszedł czas, kiedy dobrze jest się uczyć od swoich dzieci.

Z projektem #starość nieodłącznie wiąże się temat odchodzenia. To taki ładny zwrot na wcale nieładną okoliczność, czyli śmierć. To też sobie, oczywiście, przemyślałam. Przejście z jednego świata do drugiego pewnie łatwe nie będzie, ale na pewno samotne. Nikt nam w tym pomóc nie może. Jasne, że zawsze istnieje możliwość eutanazji, przynajmniej teoretycznie, ale….jest bardzo wiele ale. Nie mam wpływu na to, jak i kiedy odejdę. Jedno jest pewne: poradzę sobie, tak, czy inaczej. Nie ja pierwsza, nie ostatnia. 

Póki jednak żyję, staram się, z nie zawsze przecież łatwego życia, wybierać jak rodzynki z ciasta, chwile, dni, tygodnie szczęśliwe, choć wiem, że one nie będą trwały wiecznie. A może właśnie dlatego, że wiem, że nie są wieczne. Robię to, na co kiedyś nie miałam czasu, a lubiłam. Kupuję to, co bardzo chciałam mieć, bo (chwilowo) mnie stać. Nie odkładam nic na potem, bo co to właściwie znaczy? Chciałabym coś zostawić po sobie, jakieś dobre wspomnienie i mam nadzieje, że tak będzie. Często chwalę się i cieszę głośno i już nie boję się, że zapeszę, bo i bez mojego udziału to się zmieni. Przyjdzie czas na jęki, smutki i strapienia. Taki lajf. Z pokorą przyjmuję te kilka zbędnych kilogramów  :twisted: nie mam zamiaru katować się ciągłymi dietami, natomiast jem to, co lubię. Może poza okresem studiów, robiłam to, czego ode mnie otoczenie oczekiwało i co powinnam. Dziś chcę, żeby to otoczenie widziało i moje potrzeby, ograniczenia, słabości. Czas Kaski Kariatydy mam za sobą. 

Czyż starość w takim wydaniu nie jest urocza?  ;-)

MC3

42c komentarze/y do Projekt #starość

  • I co z tego, że lat przybywa? Nie będziemy przecież martwić się wyglądem, czy zmarszczkami. To tylko zewnętrzność. A nasze wnętrza przecież się nie zmieniły, serce też bije jak biło, więc młode duchem będziemy jak dawniej. A w oczach dzieci, wnuków i tak będziesz zawsze najważniejsza.
    Zasyłam serdeczności

    • szarabajka

      Sądzę, że jednak i nasze wnętrza się zmieniły :) Jak mawiają: młodość wie, a starość rozumie. Ale tym też się nie warto przejmować. Tak po prostu jest. I dobrze.
      Pozdrawiam Cię miło.

  • ~mark

    Potrzebowałem dziś przeczytać taki pozytywny wpis. Dał mi nadzieję (nieważne jaką). Dziękuję za to. Pozdrawiam serdecznie z innej witryny blogowej: Mark.ownlog.com

  • Zaglądałem tu parę razy, ale nadal jest ponuro. Co się dzieje?

    • szarabajka

      A co tu ponurego wyczytałeś? Czyżbyś się bał starości i śmierci? ;)

      • Jestem chyba kilka lat starszy od Ciebie, ale nadal brakuje mi na wszystko czasu. W dziedzinach, którymi zawodowo zajmowałem się wcześniej, dzieją się rewolucje (metafizyka kwantowa, wirtualny umysł, tak, tak!!!), staram się za tym nadążać, ale pomimo tego, że śpię 4-5 godzin na dobę, brakuje mi czasu na wszystko.
        Oczywiście, że boję się śmierci, ale w zupełnie innym znaczeniu. Zainicjowałem wiele pomysłów i rozkręciłem sporo startupów, więc boję się, że nie zdążę tego zakończyć i ktoś inny (obcy) będzie beneficjentem. Do tego coraz częstsze poczucie, że nie zdążę zrealizować swoich dodatkowych zainteresowań, grafika, grafomania, teatr, itp. …
        Wydawało mi się, że jestem już emerytem (wiek!), ale nadal pracuję, nieraz jako wolontariusz, wykładowca, koordynator.
        Czytając Twoje zdanie: „… Może poza okresem studiów, robiłam to, czego ode mnie otoczenie oczekiwało i co powinnam …”
        dochodzę do wniosku, że mamy chyba zupełnie odmienne charaktery, ja bowiem nadal robię głównie to, aby otoczenie spełniało moje oczekiwania.

        • szarabajka

          Odmienne charaktery, ale i płeć. Kobiety przeważnie nastawione są afiliacyjnie, mężczyźni rywalizacyjnie.

          Poprzednim komentarzem ubawiłeś mnie do łez. Przecież sam, przyznasz, piszesz o tematach znacznie smutniejszych i bardziej ponurych :)

          • Myślę, że nie jest to jednak wyłącznie kwestia relacji na linii afiliacja – rywalizacja.
            Użyłaś zwrotów: odchodzenie, nieładna okoliczność, śmierć, przejście z jednego świata do drugiego, możliwość eutanazji, itd., które wywołały u mnie takie ponure wrażenie i skojarzenia.
            Starzejemy się na różny sposób i chyba 60+ nie jest tą decydującą granicą (vide Bartoszewski i inni). Ja już po trzydziestce czułem się tak wypalony jak 60-latek. Uprawiałem czynnie sport, i teraz często mnie śmieszy jak: coś „strzela w stawach”, dostaję zadyszki, oczy nie te, sprawność gorsza, itd., …
            Jest natomiast druga pozytywna strona starości, o której nie będę pisał, abyś się znowu nie ubawiła. Chyba ważne jest, aby sobie wyznaczać takie cele, które pchają nas do przodu i nie powodują regresji w sensie psychicznym (a nie fizycznym).

  • Z głowy mi wyjęłaś te wszystkie przemyślenia, różni nas tylko to, że jeszcze do emerytury muszę dotrwać i z roku na rok czekam bardziej niecierpliwie…widocznie z wiekiem oczekuje się czego innego. Nie będę się smucić , bo absurdy w tej pracy narastające zabijają motywację i odbierają siły, a jak fajnie uczyć sie od młodych już odkryłam :-)
    Poza tym bardziej cenię sobie sprawność i aktywny umysł, niż wygląd modelki ;-)

    • szarabajka

      Jasne, łatwo nie martwić się o wygląd modelki, gdy się go ma :)
      Ale szybkiego doczekania emerytury z serca życzę. To piękny czas, choć i tak go ciągle brakuje – tyle jest ciekawych rzeczy do zrobienia :)

      • Właśnie tego nie mogę się doczekać, robić to, co się lubi, a nie to, co się musi, zwłaszcza, gdy na absurdy biurokracji i dobrej zmiany nie mamy wpływu…

        • szarabajka

          No tak, nie na wszystko ma się wpływ. Trzeba przeczekać, polubić, uciekać lub palnąć sobie w łeb. Popatrz, jak szeroki masz wybór :) Oczywiście żartuję.

  • Mam ważne pytanie – kiedy zaczyna się starość?

    • szarabajka

      Tu panują różne opinie. Te medyczne mówią, że od 60-tego r. ż., ale i medycyna odróżnia wiek metrykalny od wieku biologicznego pacjenta, czyli w jakim stanie ogólnym jest. Z kolei „pacjenci” :) mówią, że „tyle masz lat, na ile się czujesz”, co mnie nie bardzo przekonuje i raczej mi pachnie samookłamywaniem się. Ja, na własny użytek, trzymam się 60-tki – choćbym nie wiem jak chciała ściemniać, to już o sobie nie powiem, że jestem młoda. A jak nie młoda, to stara. I dumna z tego. Nie wszystkim to się udaje :(

  • Mam to szczęście, że chwilowo mogę robić co chcę. I to mi się podoba. Od czasu do czasu upomina się o mnie starość. To nie jest fajne. Bo co z tego, że mam czas i możliwości jak nie mam zdrowia?

    • szarabajka

      Gdybyśmy nie chorowali, to byśmy nie umierali, czyli żyli wiecznie. Toż to czysty horror :)
      Pocieszyłam Cię choć trochę? ;)
      Mnie też coraz więcej dolega i przejść nie chce. Już dawno zrezygnowałam (z bólem) z tego, co zawsze kochałam najbardziej, tańca. Jakby mi ktoś kawał serca wyrwał. Mogę rozpaczać albo się pogodzić z ograniczeniami i poszukać innej „miłości życia”.

      • Moja mama długo paliła papierosy, twierdząc, że na coś trzeba umrzeć. Rzuciła jakieś 30 lat temu. Może chce być nieśmiertelna?
        Myślę, że czasem umiera się po prostu ze starości. A czasem z braku zajęcia. Taka Danuta Szaflarska, aktywna zawodowo do końca, nie miała czasu myśleć o umieraniu. Gdybym miała żyć tak długo jak ona miałabym do przeżycia jeszcze pół wieku! Gdybym tylko sprawna była, przynajmniej fizycznie…

        • szarabajka

          Z czasem wszystkie nasze narządy tracą swoje kompetencje i w tym sensie faktycznie umieramy ze starości, choć gdyby chcieć ustalić konkretną przyczynę zgonu, pewnie coś by się znalazło.

          A ja nadal palę. Nie, żebym chciała na to umrzeć, ale dlatego, że lubię. No i dlatego, że papierosy naprawdę mi pomagają. Np. przetrwać stres, a tego nie brakuje.

  • szarabajka

    Andrzej, to wszystko prawda, co piszesz. Starość może być różna, podobnie jak młodość, czy dzieciństwo. Mnie chodzi o to, żeby nazywać rzeczy odważnie, po imieniu, nie krygować się i nie zakłamywać. I mam ku temu powody. Moja matka była taką „wiecznie młodą” i niezniszczalną. Teraz płaci za to wysoką cenę. Ja tak nie chcę.
    Pozdrawiam Cię miło.

  • Kiedy właściwie zaczyna się starość? Nie wiem kiedy ja poczuję się staro. Jakoś nie mam pomysłu na siebie staruszkę. Cudownie, że uczysz się od dzieci. Tak to już jest, że dzieciaki szybciej łapią to co innym zajmuje więcej czasu

    • szarabajka

      Tak, szybko łapią, ale to daje im złudne poczucie pewności siebie. Życie, to nie fb, rządzi się zupełnie innymi prawami, które znają tylko ci, którzy już je w większej części przeżyli.

  • ~ktosia

    Jakbym slyszala slowa mojej ukochanej baci, ktora powiadala, ze „zycie, to czas pomiedzy pieluchami, ktore sama uzytkujesz. Jak go wykorzystasz, zalezy tylko od ciebie, w kazdym odcinku zycia”. :)
    Z pewnoscia nie jest latwo w erze kultu wiecznej mlodosci sie zestarzec. Presja spoleczenstwa potrafi byc potworna. Czasami mam wrazenie, ze jest sie dumnym z dziadkow, ktorzy sa cool – chodza do kosmetyczki, biegaja, jezdza na deskorolkach…Kryteria tej dumy sa dla mnie osobiscie zdecydowanie ograniczone, bo dziadek czy babcia moze sie wypierdaczyc na trasie maratonu czy spasc z deskorolki. I co wtedy? Dylemat obustronnego niezadowolenia czy wrecz zawodu?
    Starsi juz od zarania dziejow uczyli mlodych zycia, dzisiaj ich sie traktuje raczej jak osobniki stojace przed smiercia. Czy nie lepiej brzmi osobnik, ktory ma za soba zycie z jego wszystkimi kolorami?
    Mam to samo podejscie do planowania. Starosci nie da sie zaplanowac, tak jak i wielu innych rzeczy. W koncu gospodarka planowa tez dala ciala. ;) Nalezy miec marzenia,zamiary ktore byc moze sie spelnia spontanicznie, w miare mozliwosci. Lecz najwazniejsza rzecza jest spojrzenie rzeczywistosci prosto w twarz, akceptacja co poniektorych niedoborow, dopuszczenie pomocnej dloni i…gdy nadejdzie potrzeba, poproszenie o pomoc.

    • szarabajka

      Żeby poprosić o pomoc, trzeba najpierw przyznać się do słabości i zaakceptować ją. Niektórym przychodzi to z dużym trudem, nawet jeśli otoczenie wcale nie oczekuje, żeby jeździła na rolkach :)

  • Nie dostrzegłam żadnego aspektu finansowego, żadnej ewentualności zostania bez środków do życia, bez dachu nad głową.Takich ludzi będzie wielu, coraz więcej, może i ja dołączę do ludzi bez przyszłości i bez przeszłości.Piękne słowa o odwadze przyznania się do słabości, spojrzenia starości prosto w twarz . Wiele wielkich słów ale jak one będą wyglądały gdy idąc zimną nocą , szukając ciepłej klatki schodowej, spotkam albo szlabany albo płoty albo domofony. Dokąd pójdę głodna i zmarznięta chcąc zachować resztki bycia wolną i niezależną…
    Nie dostrzegłam , może przez słaby wzrok, by ktoś pomyślał że trzeba przestać, zamykać śmietniki, zamykać klatki schodowe, ogradzać własne osiedla i wypuszczać psy na każdego obcego.
    Nie dostrzegłam byśmy zaczęli się na powrót być ludźmi, braćmi dla siebie, siostrami a nie tylko potencjalnymi złodziejami bandytami itp.
    Niedawno zabrałam na stopa starszego Pana. Stał półtorej godziny by dostać się do miasta do dentysty . Pieprzycie wielkie słowa o starości a nikt tego dziadka przede mną nie zabrał.Dlaczego ?…Nie piszcie wielkich słów. nic nie piszcie.Zabierzcie dziadka czy babcię do miasta, pozwólcie biedakom szukać w śmieciach . Pozwólcie wejść na klatkę…przecież za chwile sprzątaczka posprząta a może zapłacę jej za tego kto trochę śmierdział ale nie zamarzł.

    • szarabajka

      Tak, bieda to poważny problem, a z czasem będzie narastał. Biednie bywa także tam, gdzie nikt się tego nie spodziewa. Czasem jest zawiniona (moje pokolenie nie miało problemów z pracą), a czasem jest skutkiem fatalnego zbiegu okoliczności. I na pewno trzeba o tym pisać. Najlepiej starając się przy tym nie obrażać czytelników.

  • Jak mniemam, słowo „pieprzycie” uznała Pani za obrazę czytelników a ja bym sugerowała darować sobie poprawność polityczną. Przekleństwa, słowa dosadne są nie po to by wymieniać je z przecinkami a używać tam gdzie uważa się za słuszne.Sztuka jest ich nie używać ale ja jestem tylko zwykłą idiotką bez szkół. Staram się ale nie potrafię.
    Wyznam Pani i całemu światu,że do szału doprowadzają mnie wypikiwania w tv słów nieobyczajnych. To tak jak by bandyta w banku w trakcie napadu zagadnął kasjerkę :”najmocniej Panią przepraszam i wybaczyć proszę mi śmiałość iż wyznam ,że jeśli mi Pani nie odda dziennego utargi do reklamóweczki, zapakujemy tam Pani główkę bez tułowia.
    Zapomniałam …to Pani blog i zasady ustalone…poproszę więc o jasne określenie, że blog dla wybranych a ja śmierdząca, brudna i głupia niech się nie pojawiam.Wtedy będzie blog dla ludzi wzajemnej adoracji dzięki którym nie używam środków na powodowanie wymiotów.
    Decyzja należy do Pani albo proszę pozwolić ludziom czuć się obrażonymi ale i dać im możliwość obrony.Jak potrafią. To jest wolność …takie słowo przez ostatnie kilkadziesiąt lat odrobinę zapomniane. Gwoli jasności, pewien pan do wolności dopisywał odpowiedzialność i to mądrym było i jest warto używać nierozłącznie.

  • szarabajka

    Poprawność polityczna to nic innego, jak unikanie mowy nienawiści. Oczywiście trzeba się trochę postarać, bo bluzgi łatwiej się produkuje, ale jeśli o mnie chodzi, to myślę, że warto.
    Pozdrawiam.

  • …nie podpisze się pod tym co Pani napisała. Jak widać wokół mowa nienawiści jest jakimś pojęciem pod które wszystko można podciągnąć a zasadniczo służy mniejszości trzymać za twarz większość. Chore to . Wymyślone by niszczyć coś co składane było pieczołowicie przez setki lat czasami.Spotyka się kilku polityków i co najczęściej umówione, ujadają na siebie jak źle wytresowane psy. To jest show…dla pospólstwo, tyle ,że pospólstwo nie wnika w to co jest mówione a widzi tylko ujadanie i w banalny sposób podpisuje się pod jedną ze stron nawet jeśli obie strony mówią to samo.Dzięki pojęciu „mowa nienawiści” w niemczech kobiety powinny łaskawie pozwalać się gwałcić przez imigrantów i nie krzyczeć zbyt głośno bo to będzie mowa nienawiści wobec biednych , skrzywdzonych przez los oprawców.

    Jeszcze jedno zdanie odnoście Pani polemiki , tak sądzę do mojego zdania o starości. Bieda, brak środków do życia to nie jest największy problem. Największym jest , powtórzę to ” byśmy zaczęli na powrót być ludźmi, braćmi dla siebie, siostrami a nie tylko potencjalnymi złodziejami bandytami itp.”.

    • szarabajka

      Poprawność polityczną wymyślono po drugiej wojnie światowej, żeby nigdy nie było trzeciej. Bo to nie jest wszystko jedno, jak się do siebie zwracamy. Jeśli podejdzie do mnie ktoś i poprosi o kilka zł na chleb, to pewnie chętniej mu pomogę, niż jeśli zażąda: „dawaj, kurwa, kasę”. „Na początku było słowo”, racja, to wymyślono już jakieś 2000 lat temu :)

      A polityków mamy takich, jakich wybierzemy.

  • Osobiście widzę aspekty pozytywne tego, co napisałaś – pogodziłaś się z tym, że się zmieniamy – nie walczysz z wiatrakami.
    I o to przecież chodzi – o przyjmowanie życia z jego całym dobytkiem :)

  • Przeglądnęłam kilka stron w poszukiwaniu genezy Pani tezy o czasie powstania „poprawności politycznej”…bez powodzenia jeśli chodzi o Pani określenie czasu powstania owego. Czy wolno mi poprosić, jeśli czas Pani na to pozwoli i chęć się znajdzie, na podrzucenie źródła na którym oparła Pani swoje informacje ? Dziękuję.
    Pani obrazek dotyczący prośby o kilka zł, to jest elementarna kultura…z poprawnością nie ma nic wspólnego chociaż na siłę to i słonia można przepychać przez ucho igielne. Wrzutka z Biblii ?…a to do czego ma pasować bo zrozumieć w stanie nie jestem…też poproszę o wyjaśnienie .

    • szarabajka

      Wyjaśnienie już napisałam. To o WADZE SŁÓW jest.

      Wiem, co piszę, ale nie czuję się w obowiązku niczego udowadniać. Kto zechce uwierzy, kto nie, to nic mi do tego. Dla mnie to oczywistość, której nie wymyśliłam, a dowiedziałam się słuchając i czytając mądrych ludzi. Gdybym wtedy wiedziała, że ktoś zapyta mnie o cytat, to bym sobie zanotowała źródło :) To zresztą żadna nowość, ani tajemnica. Nie sądziłam, że kogoś to może zaskoczyć.
      Pozdrawiam.

  • Nie zaskoczyła mnie Pani. Takiej odpowiedzi się spodziewałam. Pięknie dziękuję mimo wszystko. Doskonale rozumiem jak to jest mieć do czynienia z taką ignorantką jaką ja jestem. Nie rozumie podstawowych pojęć, zwrotów, porównań. Niemal niczego nie rozumiem a może … mnie zaskoczyły Pani informacje i na pewno wielu mądrych ludzi również…o kurcze…tu rodzi się pytanie o to kto jest mądrym człowiekiem…ale to już sobie daruję…bo w genezie naszej polemiki było zupełnie co innego…Dziękuję pięknie za cierpliwość i proszę zrozumieć. Ja jestem tylko zwykłą idiotką która chce zrozumieć a co „widać słychać i czuć ” .

    • szarabajka

      Również bardzo często pytam. I będę to robić nadal. Także tu, w necie. Jest we mnie głęboka wdzięczność dla tych, którym pewnie wydawałam się być durną idiotką, bo pytałam o oczywiste dla nich sprawy, ale byli dla mnie na tyle życzliwi, że nigdy mnie nie olali.

  • Starzenie się i śmierć jest częścią naszego życia i nie ma co udawać, że to nie nastąpi.
    Jednak wielu ludzi nie chce nawet o tym rozmawiać, zwłaszcza o śmierci. Boimy się nieznanego to oczywiste, ale zgłębiając temat(w dobrych źródłach), rozumiemy więcej i strach znika. Ludzie, którzy mają swoje pasje, łatwiej się starzeją, jeśli tak można to nazwać. Każdy z nas czasem zatrzyma się nad życiem, przeszłością, przemijaniem…Ale za dużo nie ma rozmyślać, lepiej cieszyć się każdym fajnym drobiazgiem i uśmiechać się do siebie i do innych. Tak jak napisałaś – robić to, co się lubi;)

    • szarabajka

      Czasem lubię się zatrzymać, pomyśleć, przemyśleć. Najlepiej na blogu :) Zawsze jest szansa, że ktoś coś mądrego i pożytecznego dopowie, podrzuci.
      Pozdrawiam ciepło.

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>