Solówka jelenia

Gdzieś tak w okolicach Świąt Bożego Narodzenia Młody przytargał do domu kawał jelenia. Jako, że miałam ręce zajęte karpiami, skwapliwie upchałam płacheć w zamrażalniku, z nadzieją graniczącą z pewnością, że zapomni, a jeleń wróci tam, gdzie jego miejsce, czyli do natury. Gotować nie lubię. Dziczyzny nie robiłam nigdy i nigdy też nie sądziłam, że mnie taki los spotka. Liczyłam także, co przyznaję było dużą przesadą, na zrozumienie Młodego: jak można przyrządzać coś, czego nawet oczekiwanego smaku i konsystencji się nie zna? Jednym słowem olałam jelenia i tyle. 

Błąd. Powiedzenie, że „co rzucisz za siebie, znajdziesz przed sobą”, znowu się sprawdziło. Młody jelenia nie zapomniał. Karpie wyszły, ale przecież zawsze są jeszcze inne okoliczności uniemożliwiające :roll: Na wszelki wypadek, jednak, poprosiłam moją ulubioną Kuzynkę o przepis. Kuzynka w te (też) klocki jest dobra, przepis dała. Jedna strona A4  8-O Jak przeczytałam poczułam mrowie na plecach i z następną prośbą do niej się zwróciłam, że ja to bym chciała taki przepis dla jełopa, nie ten wyszukany, na co usłyszałam, że to właśnie taki jest. No, NIE! Tak to my się pieprzyć z jeleniem nie będziemy. Po moim trupie!

Znowu minęło trochę, wolnego od jelenia, czasu, aż nadszedł czas zbliżających się urodzin Młodego. Na pytanie, jakie ma życzenie – marzenie, które mogę spełnić w jego rocznicę urodzenia, odpowiedział: zrób mi jelenia. No, żesz motyla ręka i noga!  :evil:

Tak, więc nie ma dla mnie ratunku  :cry: Zakupiłam wszystkie potrzebne dodatki i zostało mi jeszcze tylko rozplanować rozmrażanie, namaczanie i…tak dalej, bo deadline zbliża się szybko. Jedyna pociecha w tym, że wśród dodatków jest butelka czerwonego wina. Przy założeniu, że rogaty nie wchłonie całej :-( Zalał mnie potop melancholii. Myślę sobie na przykład: po co człowiek ma dzieci? A trzeba było sobie do serca wziąć stare, mądre porzekadło: kto ma pszczoły ten ma miód; kto ma dzieci, ten ma smród. Albo jelenia. Przypomniał mi się śp.ojciec, który kiedyś, dawno temu, przytargał do domu przed wigilią karpia. W gazecie. W kieszeni płaszcza. Bardzo zadowolony był. Ojciec, znaczy. Pamiętam wzrok matki, kiedy patrzyła na stworzenie, w każdym calu pokryte łuskami. Ten wzrok niechybnie zabiłby karpia. Gdyby żył. I nie wiem, czemu przyszedł mi na myśl Van Gogh. 

 

van gogh

Mówią niektórzy – wariat. A bo ja wiem? Jemu na pewno nikt by się nie odważył w takim stanie proponować pieczenia jelenia  :-? 

Nieszczęsny jeleń jawi mi się jako drzemiący w zamrażarce mściwy potwór, który w czasie naszego obcowania, zaśpiewa mi, co poniżej. Jak się dobrze wsłuchacie/wczytacie w słowa, to na pewno przyznacie mi rację.

jelen

   

24c komentarze/y do Solówka jelenia

  • No nieźle, ja tam tez się w takie wyszukane gotowanie nie bawię, a jak mnie czy męzowi przyjdzie ochota, to jest u nas w mieście knajpa z przepysznym jeleniem:). A tak w ogóle renifer jest smaczniejszy. Albo bizon… o, bizon jest niesamowity:)

    • szarabajka

      Bizona nie przywlecze, bo i skąd? Ale jakby jednak, to przyjmę wyłącznie włącznie z kucharką.

    • I jeleń i renifer i bizon mogą być pyszne pod warunkiem, że podane jedyne co trzeba przy nich zrobić to zjeść. Chociaż czy ja wiem? Zjeść Jelonka Bambi? Trzeba nie mieć serca!

      • szarabajka

        Zapewniono mnie solennie, że to nie był Jelonek Bambi ;)

        • Bizony hodują w okolicach Kurozwęk, pałac tam jest i restauracja, gdzie to podają. Czyli gotowe z kucharką. A renifery…mniam, mniam…najlepsze jadłam w Rovaniemi, czy jak to się pisze.
          Co do Bambi – och, te oczyska.

          • Kurozwęki znam. Na zewnątrz super, ale im dalej w las, czy gościnę, tym więcej kłód :) Ja nie polecam. Fatalna obsługa.

            Kiedyś gdzieś przeczytałam, że „nawet Bambi ma swoich wrogów”, co mnie trochę podniosło na duchu ;)

  • Jedno z Was będzie na pewno nieprzytomne…
    A van Gogh podobno miewał straszliwe migreny i dlatego obciął sobie ucho, czemu wcale się nie dziwię ;-)
    Bądź dobrej myśli, na pewno będzie pysznie :-)

  • Sądzę, że wyszło znakomicie, choć trudno uchwycić moment tzw. nieprzeciągnięcia. Podobno bez termometru jest to niemożliwe, ale znając Twoją perfekcyjność, spodziewam się wyśmienitych efektów.
    Serdeczności

  • Co się odwlecze, to może i uciecze – wszak to jeleń. ;) Ja bym młodego wziął na przetrzymanie, tłumacząc np., że teraz jest post.

  • Hi hi hi i co Ci z tej jeleniny (bezrogowej) wyszło? :)

    Pewnego razu mieliśmy okazję zajmować się dziczyzną. Znaczy się mąż się zajmował. Coś tam wyszło. Nawet dobre było, ale więcej nie powtórzyliśmy tego eksperymentu. Dlaczego?
    Z braku…dzika ;)

    • szarabajka

      Dzików nie macie? To chyba na wsi mieszkacie, bo w miastach są na ulicy. Wystarczy zwabić je spapranym przez nieużytą kucharkę jeleniem :)

  • Wyszedł Ci fantastyczny post – zabawny, budujący napięcie… tego Ci zazdroszczę, choć całej sytuacji już jakby mniej. ;-)

    Kiedyś mój były niedoszły teść przyniósł mojej byłej niedoszłej teściowej skrzynkę karpi. Dumny z siebie, bo świeżutkie, z domowej hodowli i to po taniości. Nawet się poświęcił i je pozabijał. A ona się popłakała. Bo tu pięknie wyszorowana łazienka nagle cała we krwi, a do tego już wieczór a trzeba te karpie obrobić bo się zepsują…
    Także ten tego… dobrze, że czasy, gdy mężczyźni chodzili na polowania i przynosili padlinkę do jaskini żeby kobieta to ogarnęła, już minęły. ;-)

    Trzymam kciuki za walkę z jeleniem i… smacznego! Mimo wszystko. :)

    • szarabajka

      Piszesz: „Także ten tego… dobrze, że czasy, gdy mężczyźni chodzili na polowania i przynosili padlinkę do jaskini żeby kobieta to ogarnęła, już minęły.” I tu się Moja Droga mylisz. One dopiero nadchodzą :-/ Jak ja się cieszę, że mi już bliżej, niż dalej.
      A kciuki trzymaj. Jakby co, będzie ne Ciebie :)

  • ~ktosia

    Urechotalam sie jak norka. Z niecierpliwoscia oczekuje notki „po”.
    Z drugiej strony, to powinnas sie cieszyc, ze masz jeszcze szanse na posmakowanie dziczyzny. Przy obecnym tempie narodowej wycinki lasow, to kto wie, kiedy bedzie nastepna okazja. :)
    PS: Mam nadzieje, ze stosunki z kuzynka jeszcze w normie. :)

  • Jadłam rosół z przepiórki, jest pyszny, a na drugie danie doskonały gulasz z dzika. I teraz niech pomyślę, czy gdybym sama zrobiła, to też byłoby tak smacznie, a dzik miękki? Raczej twarda podeszwa, bo na dzikach, jeleniach nie znam się zupełnie, a one potrzebują specjalistycznej wiedzy.
    Serdeczności zasyłam

    • szarabajka

      Czyli gdyby mi wyszło (jutro się okaże), to będzie znaczyło, że jestem the best? :P :) Dobra motywacja.

      • ~ktosia

        Nawet, gdyby nie wyszlo, postawisz na stole kandelabry ze swiecami i odwrocisz uwage. Podobno w swietle swiec smakuje wszystko. :)

        • szarabajka

          No masz! To nie kolacja ze starającym się, ale obiad dla syna :) A Młody niech je i nie marudzi – przecież, podobnie jak ja, nigdy nie jadł jelenia, więc skąd będzie wiedział, czy jest dobry? ;)

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>