Prawo kontra sprawiedliwość

Przez całe swoje długie życie nie miałam konfliktów z prawem, choć z wymiarem sprawiedliwości i owszem, jako specjalista. W sumie niewiele powinno mnie zaskoczyć, ale to jednak diametralna różnica być obserwatorem, czy uczestnikiem. Cudza rana nie boli, choć podejrzewamy, że tak jest. I to jest OK, bo w sumie, ile ran możemy ścierpieć? 

Za sprawą rozwodu syna, niespodziewanego i obrzydliwego, zaistniałam w systemie sprawiedliwości, choć wcale tej sprawiedliwości nie czuję. Prawo, mające o to dobro dbać, jest dalece niedoskonałe. Podzielę się kilkoma spostrzeżeniami. Staram się być obiektywna, opierać się na faktach, a nie interpretacjach, bo tego mnie uczono. Konkluzja jest gorzka, bo:

po pierwsze; znacznie bardziej opłaca się być nieuczciwym i bezwzględnym, nawet z fatalnymi skutkami dla bliźnich, bo to nie podlega karze; jeśli nie karze cię sumienie, bo tak się składa, że go nie posiadasz, jesteś zawsze do przodu; 

po drugie; korzystniej jest być winnym, bo wtedy to druga strona musi udowodnić ci złą wolę/czyn, co nie jest proste; cywile nie są zazwyczaj detektywami, najczęściej też nie dysponują środkami na niego, więc jest słowo przeciwko słowu, a smród pozostaje;

po trzecie; przy całym szacunku dla faktów, są też okoliczności, kontekst, który pada w przedbiegach w starciu z faktami; daje to ogromne pole manewru dla notorycznych, wprawnych kłamców;

po czwarte; nietykalność cielesna jest bezwzględnie nadrzędna wobec dóbr psychicznych, choć (niepochwalany zresztą przeze mnie, klaps) czyni w rozwoju dziecka o wiele mniejsze spustoszenie, niż notoryczne zapewnianie go, że jeśli nie będzie posłuszne, to przestanie się je kochać, nie chce się go i porzuci; czy można bardziej zranić własne dziecko? 

Przy całym zrozumieniu skomplikowanej materii współżycia społecznego to wszystko budzi we mnie ogromny sprzeciw. TO NIE JEST SPRAWIEDLIWE. Taki system produkuje psychopatów. Mój własny syn ma do mnie żal o zaszczepioną mu wrażliwość, bo zwyczajnie przegrywa z arogancją i bezdusznością żony, która nie ma żadnych oporów, żeby wykorzystywać dziecko, jak przedmiot.

Jeśli wygrywać będą psychopaci, to wychowają kolejnych psychopatów. Czy to się może dobrze skończyć? Taki system wymusza wprost samosądy, łamanie zasad uczciwości w ramach retorsji, w obliczu bezradności prawa. 

A wystarczy naprawdę niewiele, żeby to zmienić. Mniej formalizmu, a więcej zdrowego rozsądku. Jasne, zdrowy dla jednego, może być być chorym dla innego, ale i temu można zaradzić przez odpowiednie szkolenia. Bo, wiedza, Q, jeszcze nikomu nie zaszkodziła. 

 

To nie jest tekst obiektywny. Jest we mnie wiele żalu, goryczy, niepokoju i rozpaczy. Ale jakoś mam głębokie przekonanie, że tylko ludzie czujący są nadzieją tego świata. Jeśli przystaniemy na logikę ludzi bezdusznych, to jakbyśmy zakładali sobie pętlę na szyję. W końcu wszyscy się powybijamy.

 

zbr

Zapaliłam dwa papierosy równocześnie…super, po prostu super… 

Boli mnie to, czego się dowiedziałam ostatnio: jeśli nie weźmie się sprawiedliwości w swoje własne, sprawne ręce, to nigdy się jej nie dostanie. Tylko, że to jest tak dalekie od moich przekonań…

kob

 

 

 

 

 


 

 

24c komentarze/y do Prawo kontra sprawiedliwość

  • To bardzo trudne i jeszcze bardziej smutne. Sprawiedliwość niestety jest bezduszna. Ale ludzie tacy być nie powinni. To kwestia szczęścia na jakich się trafi w systemie.
    Trochę się napatrzyłam- mój tata pracował w poradni diagnozujacej dzieci przed rozwodem. One zawsze cierpią. A powinny mieć przekonanie, że kończy się małżeństwo a nie rodzina.
    Twój syn powinien już teraz wystąpić o ustalenie kontaktów z dzieckiem

    • szarabajka

      Też pracowałam w takim właśnie ośrodku jak Twój ojciec. Przez myśl, nawet w koszmarze sennym, mi nie przeszło, że kiedyś mogę być jego klientem.

      Od strony prawnej robimy wszystko na co prawo pozwala. Kiepsko na tym wychodzimy.

  • ~A.

    Przerażające jest fakt, że podczas spraw rozwodowych tak często następuje „bitwa” o dziecko. Nie liczy się wtedy nic…Najważniejsze jest tylko to, aby wygrać. Nie uwzględniając nawet zdania dziecka…

    • szarabajka

      Moja wnuczka odpowiedziałaby, że chce zostać z matką. Z prostego powodu: ojciec nie przestanie jej wtedy kochać, ale gdyby złożyła deklarację, że to z nim chce być, doznałaby srogiego i bolesnego odrzucenia przez matkę. Ma tylko 6 lat i instynktownie stara się przetrwać. Może więc dobrze, że to nie ona będzie decydować.

  • Całkowicie rozumiem, że małżeństwo może się nie udać, rozpaść, skończyć z miliona różnych powodów. Nigdy nie zrozumiem, jak w tym sporze można uprzedmiotowić dziecko. Mam nadzieję, że psycholog okaże się bardziej empatyczny i ludzki niż ślepa sprawiedliwość.

  • Syn znajomego rozwiódł się z żoną uzależnioną od matki. Ta z kolei w zemście oskarżyła go o przemc słowną nad dzieckiem i zabroniła kontaktów. Sąd przyznał widzenie dziecka raz w miesiącu pod nadzorem matki. Polski system jest chory, gdyż dziecko powinno mieć kontakt z matką i ojcem codziennie.
    Zasyłam serdeczności

    • szarabajka

      Obawiam się, Ultro, że nie tylko polski system jest chory. Mamy duży problem z poszanowaniem praw dziecka. Przeraża mnie ta WŁADZA rodzicielska złożona w złe ręce. Jest absolutna.

      Ja już też zostałam oskarżona o przemoc. Ograny schemat, ale skuteczny. I bardzo niedobry dla kobiet, które faktycznie przemocy doświadczają.

  • No niestety, takie kwiatki można mnożyć, sama znam co najmniej dwa z najbliższego otoczenia i sprawdziło się wszystko, o czym napisałaś…zwłaszcza to, że dobry adwokat załatwi wszystko i ze dzieci to dobra „broń” w walce między dorosłymi.
    To straszne, że jako matka i babcia musiałaś w tym uczestniczyć :-(

  • ~ktosia

    Milosc nagle odchodzi a pozostaja dzieci, jak bezbronne ziarenka piasku, miedzy ciezkim mlotem a kowadlem. Strasznie to smutne. A sprawiedliwosc? Coraz bardziej mam wrazenie, iz jest to pojecie stricte abstrakcyjne. Wiem, pocieszenie na miare ostatniego produktu przemiany materii, ale przeciez nie napisze „Jakos to bedzie…”.

    • szarabajka

      Takie życiowe zakręty sprawiają, że robię się coraz bardziej radykalna, nawet szariat mi się podoba :) Mam nadzieję, że mi to minie.

  • Jest takie powiedzenie: Jak chcesz mieć pokój to szykuj się do wojny. To samo można odnieść do wymiaru sprawiedliwości.
    A dzieci? Kto z sędziów by się naprawdę o nie martwił. Przesadzam, ale chyba nie do końca …

  • Dlatego preferuje wolne związki. Nikt mnie od tego nie odwiedzie.

    • szarabajka

      Mnie w tej chwili już też nie. Mam na myśli związki partnerskie. Jeśli któryś z synów będzie się chciał żenić, położę się Rejtanem na schodach kościoła.

  • Wygląda na to, że prawo i sprawiedliwość nie chodzą razem. Chyba dlatego zawsze przegrywają ludzie uczciwi i wrażliwi…

    • szarabajka

      Powiedzenie, że kto ma miękkie serce musi mieć twardą D, nie jest nowe. Pewnie tak było, jest i będzie. Może więc lepiej dla wnuczki, gdyby wychowywała ją matka?

  • Trudno być obiektywna w swojej własnej sprawie, zwłaszcza, że czujesz się pokrzywdzona. I sądzę że słusznie. Niestety, kobiety wykorzystują dzieci jako narzędzie zemsty na partnerze. To jest okropne. I nie rób sobie wyrzutów, że wychowałaś wrażliwego mężczyznę – takie kobiety potrafią zniszczyć nawet silnego chłopa. Żal tylko, że syn tak trafił. Wspieram i trzymam kciuki za lepsze czasy

  • szarabajka

    Syn nie jest idealny. Ma wady. Ja też je mam. Ty zapewne też, choć mogę się mylić :) Jeśli te wady są dla kogoś tak dokuczliwe, że nie może ich znieść – mówi wprost i się rozstają. Pewnie szczęśliwa nie byłaby ani wnuczka, ani ja, ale można złagodzić gorycz każdej złej sytuacji. Jednak nie znoszę kłamstwa, oszustwa, obłudy, manipulacji i uprzedmiotowiania ludzi.
    No, źle trafił, ale jakby na własne życzenie. Walczył o nią jak o niepodległość, nawet kiedy ewidentnie sobie grabiła. Kochając nie należy zamykać oczu.
    Pozdrawiam i dziękuję za wsparcie.

  • Nawet nie wiem, co powiedzieć, bo takich historii są dziesiątki…
    Miłość naprawdę jest bardzo krucha, a gdy dochodzi do rozwodu, dzieci są stroną najbardziej pokrzywdzoną.
    Osobiście znam historię, w której matka nie dość, że jest stroną winną, to buntuje dzieci przeciwko ojcu i manipuluje nimi po każdej wizycie u ojca.
    Smutne to… Co te dzieci są winne, że urodziły się w rodzinie, gdzie rodzice nie potrafią się rozejść z kulturą i szacunkiem do drugiej osoby.
    Najgorsze jest oswojenie się z tą sytuacją, bo podejrzewam, że młodzi się już nie zejdą. Pierwszy moment jest dla wszystkich szokiem, ale życie kręci się dalej i trzeba myśleć, że po impasie będzie już tylko lepiej.

  • szarabajka

    Podobno rozpada się co trzecie małżeństwo w Polsce. W pokoleniu moich synów tak na oko – co drugie. Nikomu już się nie chce nic dla drugiego poświęcić, a kompromis zazwyczaj oznacza: rób z własnej woli to, czego ja chcę. To nie wróży nic dobrego.

  • Bardzo smutna sprawa… Czasem rozwód jest nieunikniony, ale nigdy nie powinno się grać dzieckiem w tym sporze. Jeśli nie ma porozumienia rodziców to wielka krzywda dla dziecka. Taki rozwód zresztą dotyka wiele osób w rodzinie… Dobrze jeśli ludzie potrafią wznieść się ponad to i rozejść się kulturalnie, pokojowo. Ja w taki sposób się rozwiodłam(dawno temu), chociaż byłam stroną pokrzywdzoną. Ból minął, a dzieci miały normalny kontakt ze wszystkimi w rodzinie.

    • szarabajka

      Tak, to smutna sprawa. Apelowałam o porozumienie, dogadanie się, ale niestety z odwrotnym skutkiem.
      Nie bardzo wiem, jak z tymi wszystkimi urazami i złą wolą synowej mamy żyć dalej? Przecież zawsze będzie nas łączyć dziecko.

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>