Niedołęga i Worek Kości

Są tacy, którzy twierdzą, że nie ma przypadków i ja jestem im w stanie uwierzyć [nad rodzącymi się z tego zaufania pytaniami o to, kto zatem powoduje, że jest tak, jak jest, nie mam głowy się zastanawiać]. Przypadkiem zupełnym wypożyczyłam dwie książki, które okazały się opowiadać, i z tytułów i z treści, o tym, jak się czuję i co na swój temat myślę. 

k2k1

Wszystkie wartości, które były mi busolą, dały ciała. Po całości. Ja przy okazji też. Czuję się, jak ktoś, kto przez całe życie bał się oprychów, a ufał policji, a pod jego koniec stwierdził, że nigdy żaden bandzior go nie skrzywdził, a policjantom się zdarzało.

Z tym zaufaniem to w ogóle dziwna sprawa jest. Do niedawna miałam się za osobę rozsądną i ostrożną, ufającą z rozsądkiem i ostrożnie i nagle się okazuje, że tylko za taką się miałam, a tak naprawdę jestem niedołęgą życiowym, durnym workiem kości. Niech i tak będzie, ale dobrze się z tym nie czuję. Czy można dobrze się czuć, nie ufając nikomu, włącznie z sobą?

P. Highsmith pisze: „To ciekawe, że w najważniejszych chwilach życia ludzie nigdy nic nie zapisują. Są rzeczy, których nie chce ująć w słowa nawet najwierniejszy kronikarz, rzeczy, przed którymi się wzdraga – przynajmniej wtedy, kiedy do nich dochodzi. To wielka strata, jeśli ktoś zamierza pisać szczerze i uczciwie. Największą wartością dziennika jest bowiem utrwalanie najtrudniejszych chwil życia, a w takich sytuacjach najbardziej tchórzymy, za bardzo boimy się pisać o swoich słabościach, kaprysach, wstydliwych nienawiściach, kłamstewkach, egoistycznych intencjach, spełnionych, czy też niespełnionych zamiarach, które tworzą nasz prawdziwy charakter.”

Książka Kinga też traktuje o niemocy twórczej. Moje wpisy to żadna twórczość, ale i tak mam blok na blog. Podwójny nelson na myślenie, jakby powiedział King. Zwyczajnie nie wiem, o czym pisać? No, na pewno nie o tym, co mi teraz w sercu gra, bo to nie jest wesoła muzyka, a nie mam zamiaru zalewać innych swoim smutkiem. A o niczym innym myśleć nie umiem. Ilekroć wydaje mi się, że już, już udaje mi się wyrwać z zaklętego kręgu życiowych katastrof, kiedy nadchodzi kolejna.

Aktualnie jestem na etapie rozsypki [także] fizycznej, co mnie dodatkowo dołuje, bo lekarzy lubię tylko towarzysko. Oczywiście omijam szerokim łukiem państwową służbę zdrowia, bo nie mam do niej zdrowia, ale pewnie niedługo, do wszystkich tych nieszczęść i zgryzot, dojdzie jeszcze ruina finansowa.

No więc tak, mam depresję przez duże D. Nie jakieś tam wymyślone chimery, ale depresję o bardzo solidnych podstawach. I nie pomagają mi żadne światełka w tunelu oraz zapewnienia, że będzie lepiej, kiedy i na mojej ulicy zaświeci słoneczko. Nie będzie lepiej. Może tylko nie być gorzej, w co coraz mniej wierzę.

niedołęga

30c komentarze/y do Niedołęga i Worek Kości

  • Niektórzy uważają, że w zależności od tego, jacy jesteśmy, jak się czujemy, takich ludzi przyciągamy. To by może tłumaczyło, że trafiłaś na książki, która nie dość, że nie pomogły to jeszcze dodatkowy gwoździk do „trumny” przybiły. Z drugiej strony dzięki nim powstał ten post, czyli zadziało się coś dobrego. Więc widzisz, jednak może być lepiej. A tak na poważnie, jeśli rzeczywiście masz depresję, to mam nadzieję, że ją leczysz. I to nie jest positivum reklamowane nachalnie przez miła skądinąd aktorkę. Nie daj się, naprawdę przyjdą lepsze dni.

    • szarabajka

      Z tymi książkami to naprawdę był przypadek. Nie brałam ich z półki, jak zwykle to robię. Byłam w kiepskim stanie i było mi wszystko jedno, co wezmę, bylem wcześniej ich nie miała. Te dwie leżały na ladzie, ktoś przed chwilą oddał i pani bibliotekarka nie zdążyła ich sprzątnąć. Jasne, że Danielle Steel bym nie wzięła :), ale o książce Kinga byłam przekonana, że już czytałam, bo przeczytałam wszystkie jego książki i miło się w domu rozczarowałam. TA widocznie czekała na odpowiedni moment, żeby do mnie trafić. Tak, pomogły mi. Wiesz, czasem miło się dowiedzieć, że i innym przydarzają się takie stany, że nie jest się jedynym głupkiem we wsi ;)
      W trudnych chwilach ludzie posługują się myśleniem magicznym. W trudnych chwilach puszczają mechanizmy obronne. I może to właśnie w takich chwilach widzimy więcej? To cała filozofia i clou książek Kinga, a nie horror, jak etykietują go np. bibliotekarze. Kocham tego faceta :)

  • Moje dziecko dawno temu mi powiedziało, że jeśli kiedyś wpadnę w depresję, to mam iść do psychiatry, bo tylko tam jest szansa wyleczenia. Antydepresanty przepisywane przez lekarzy 1 kontaktu podziałają na krótko i choroba wraca. A leczenie trwa długo i leki trzeba dopasowywać, ale leczyć się trzeba, choroba sama nie przejdzie.
    Zasyłam serdeczności

    • szarabajka

      Twoje dziecko mądrze powiedziało. Ja też tak mówiłam swoim pacjentom. I wcale nie mam się za coś lepszego, co ze wszystkim sobie poradzi samo. Wręcz przeciwnie. Chętnie przyjmę farmakologiczną pomoc, ale teraz jeszcze nie mogę.
      Antydepresanty są skuteczne głównie w czasie posttraumatycznym (no i w przypadku depresji endogennej). Ja cały czas jestem w trakcie życiowych rozstrzygnięć i decyzje chciałabym podejmować bez znieczulenia, także te dotyczące swojego zdrowia. Możemy mieć żal do emocji, przeklinać je, ale one jednak grają kluczową rolę: wskazują kierunek „od” lub „do” obiektu. I jeszcze akurat teraz muszę być empatyczna i wspierać najbliższe osoby, a leki uczynią mnie „teflonową”.
      Jak się już to wszystko skończy, to się naćpam, upiję i odmóżdżę na każdy możliwy sposób :) Obiecuję. Teraz nie mogę.

      Wiem, o czym piszę z autopsji. Znam osoby po antydepresantach i widzę ich skutki. Pozytywne także, żeby nie było wątpliwości.

  • I co tu napisać. Pocieszanie przy depresji jest bez sensu. Zwłaszcza, że przyczyna jest znana. Póki masz siłę się leczyć to nie jest źle.
    A pisanie pomaga. Nie wiem czy na depresję, ale na głębokiego doła na pewno. Kupiłam sobie kalendarz „Rok pozytywnych myśli”. Ta Pawlikowska to niegłupia kobietka jest. Próbuję zapisywać (a najpierw muszę dostrzec) każdą małą radość. Ty też takie miewasz, choćby ten pasjans z wnuczką.

    • szarabajka

      Dzięki, że mnie nie pocieszasz. To faktycznie nie pomaga. Pisanie i owszem, ale po czasie. Może kiedyś opiszę to, co mnie dziś dobija, ale czy ktoś mi uwierzy? ;) Dziś za wcześnie.

      Ja kocham małe, drobne przyjemności. Mam ogromną wprawę w ich wyszukiwaniu i smakowaniu. I dlatego boli mnie, że tak mnie boli, że nawet one mnie nie cieszą.

  • Myślę tak jak Ewa, kontakt z ludźmi, rozmowa, pisanie zawsze pomagają, a że o smutkach? Niejeden z nas ma i smutki i radości, a czy czytelnicy są tylko od radości?
    Niczego mądrego nie poradzę, psychiatrą nie jestem, psychologiem czasem bywam, prywatnie, ale pisanie zawsze mi pomagało i czytanie oczywiście.
    Przeczytam chętnie wszystko, co napiszesz :-) Nie wstępowałam do Ciebie po to, by atrakcyjnie było ;-)

    • szarabajka

      Oj, Jotko, nie wiesz, na co się piszesz :) Ale sama deklaracja jest budująca. Jeśli ją wezmę pod uwagę, to pewnie zostaniesz moją jedyną czytelniczką :)

      • Pamiętasz, co mi kiedyś napisałaś? Że gdybym pisała tylko o kosmetykach, to nawet nie zajrzałabyś do mnie. Myślę, że czytelników będzie więcej ;-)
        Jak Ci bardzo dokuczy, wal w klawisze !

        • szarabajka

          Ależ Ty masz pamięć!
          Kiedy już potrafię pisać, choćby smutno i ponuro, to znaczy, że nie jest tak źle, jak było. Jak jest naprawdę źle, czuję się kompletnie sparaliżowana, choć potem wydaje mi się to nierealne.
          Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam. I dziękuję.

  • Ano ja też nie należę do osób, które chętnie dzielą się emocjonalną kupą (mało finezyjne określenie, ale tu nie o kurtuazję chodzi a trafność wyrażenia) więc rozumiem. Tylko siły mogę życzyć, żeby przetrwać ten czas.

    • szarabajka

      A może właśnie trzeba się dzielić? Jak ktoś umie, rzecz jasna. Bo z boku to wygląda tak: wszyscy to tacy szczęśliwi, radośni, optymistyczni i ewentualnie na politykę narzekają, jak już, a mnie życie leje po dupsku. Zastanawiam się teoretycznie, bo z jakichś powodów ludzie o swoich Waterloo niechętnie wspominają. Chyba nawet domyślam się tych powodów.

      • Pewnie, że trzeba, ale nie zawsze chcieć to móc. Z niejaką zazdrością spoglądam na ludzi, którzy ot tak potrafią wyrzucić z siebie wszystko przy śniadaniu w zwykły czwartek.

        • szarabajka

          Ja też czuję taką zazdrość, ale i akceptujący podziw. Gdyby nie połykane latami i przemilczane żale, pewnie dziś nie byłoby jak jest. Lepsze od czasu do czasu poranne mdłości ;), niż szarpiące torsje i późniejsze sprzątanie po nich.

  • Nawet nie próbuję pocieszać. Byłbym jak słoń w składzie porcelany, a ostatnie czego potrzebujesz to niedźwiedzia przysługa… Ale kciuki mogę potrzymać, żeby wszystko dobrze się ułożyło?

  • Myślę, że żadne porady, książki, czy doświadczenia innych osób nie są najlepszą wskazówką. Tę wojnę trzeba rozegrać samemu. Nigdy zresztą nie wiemy, czy wygrywamy, czy przegrywamy, bo wróg jest chytry i podstępny. W swojej walce o Mamę miałaś przewagę, bo teraz już wiemy czym jest Alzheimer i jak z nim walczyć. Ja w połowie lat 80. ub.w. byłem jak „pijane dziecko we mgle”. Lekarze „leczyli” mamę na wszystkie możliwe sposoby, ale nie na te do których nie potrzeba leków. Moja wojna trwała 8 lat, dochodzenie do siebie drugie tyle. Przekonałem się, że wojnę trzeba toczyć (albo chociaż udawać) na wszystkich frontach. No i rzecz najważniejsza, na deprechę, „leczy” się ok. 70% dorosłych mieszkających w cywilizowanych krajach, ale tylko znikoma liczba wymaga pomocy z zewnątrz. Resztę (jak i mnie w pewnej fazie) można zaliczyć do tych, którym się w dupie poprzewracało.

    • ~szarabajka

      W tym całym bagnie Mama jest tylko problemem obocznym. Kochamy ją i dużo wybaczamy, a jak wiesz, jest co wybaczać? :) :( Ale to choroba, z niczyjej woli. Najbardziej boli to, co z wolnej woli złego powstaje.
      Trochę mi blokada puściła i już się boję, co się za chwilę posypie na głowę.
      8 lat powiadasz…Tyle nie pożyję.

  • Pewnie będzie Ci trudno uwierzyć, ale też jestem w rozsypce. Zdrowotnej – i to zarówno fizycznej jak i psychicznej.
    Ale pisanie /choćby największych głupot/ pomaga mi, więc jeszcze daję radę.
    Trzymajmy się
    :-)

    • szarabajka

      Jestem Ci wdzięczna za to zwierzenie. Głęboko (na razie :) ) wierzę, że się pozbieramy z tej rozsypanki. Może w innym układzie, nowej sytuacji, ale jednak. Od czego mamy przyjaciół? No i lekarzy :)

  • Koniecznie zmień lektury. Kiedyś wpadła mi w ręce książka o Beksińskich.
    Dół tak głęboki, że słońca nie widziałam.
    Dzisiaj zatopiła się w ” INWAZJI”" Wojtka Miłoszewskiego.
    Od razu lepiej
    goodmorning73.blogspot.com

    • szarabajka

      :))))) A ja właśnie mam na tapecie książkę o Tomku Beksińskim :))) To sprostowanie do Ostatniej Takiej Rodziny.

      Witaj miło;
      Asiu, to nie lektury są przyczyną tego, co kiedyś nazywano pięknie melancholią. Szkoda, bo życie byłoby wtedy takie proste.
      Pozdrawiam.

  • Widzę, że o depresji sama wiesz więcej niż wszyscy Twoi czytelnicy razem wzięci, więc chyba trudno o sensowną radę. Zresztą wiele jest takich sytuacji w życiu, przez które – chcąc nie chcąc – musimy przejść sami…
    Na pewno nie obawiaj się pisania na blogu o swoich problemach, to Twoje miejsce w internecie i zapełniaj go właśnie tym, co Ci w duszy gra. Czytelnicy na pewno nie uciekną, wręcz przeciwnie. :-)
    Dużo sił życzę! Oby burza szybko się skończyła i zza chmur wyszło słońce…

    • szarabajka

      O swoich problemach jeszcze długo nie będę umiała pisać, ale mogę o tym, czego wydarzenia ostatnich miesięcy mnie nauczyły. To nic budującego, ale jeśli uważasz, że można, to sobie pozwolę :)

  • Ja też myślę, że powinnaś poprzez pisanie wyrzucić z siebie wszystkie nagromadzone złogi. Pisanie jest dobre na wszystko, także jako autoterapia. Jakiś czas temu miałam trudny okres w życiu, kupiłam książkę „Jak wyjść z depresji”, ale po przeczytaniu jej części zauważyłam, że byłam w większym dołku niż przed jej czytaniem. Zostawiłam tą książkę i zaczęłam pisać coś w formie pamiętnika. Pisałam w zależności od potrzeby, czasem było to parę godzin dziennie. Wylewałam do zeszytu wszystkie miotające mną emocje i uczucia. Po zapisaniu pierwszego zeszytu poczułam małą ulgę, więc przeczytałam to, co napisałam. Byłam trochę zaskoczona tą postacią z zeszytu, czy to naprawdę ja… pomyślałam, przecież ja jestem życiową optymistką. To był mały przełom. Zapisałam razem cztery grube zeszyty i… wyleczyłam się sama. Dopiero później doszłam do wniosku, że to była terapia.

    • szarabajka

      Wszystko, co leczy jest terapią.
      Czytając Cię zastanawiałam się, czemu o tym wszystkim z zapisanych zeszytów po prostu z kimś nie porozmawiałaś? To retoryczne pytanie :) Ja też nie rozmawiam, z wielu przyczyn. Pewnie niektóre by się nam pokrywały.

  • Pytanie retoryczne… Ciężki okres zazwyczaj wiąże się z przeżyciami osobistymi, a są to tak bardzo osobiste i tak głębokie przeżycia, że trudno jest otworzyć się przed kimś z takiej bolesnej głębi. Taka osoba powinna rozumieć nas stuprocentowo albo nawet bardziej i takiej osobie trzeba zaufać bezgranicznie. A ileż mamy takich osób w swoim otoczeniu…
    Poza tym poprzez taki proces pisania i czytania potem tego, miałam okazję poznawania siebie na głębszym poziomie. W wielu sprawach doznałam „oświecenia”, a patrząc na problemy z trochę wyższego poziomu zdałam sobie sprawę, że cierpię niepotrzebnie, bo te problemy tak naprawdę nimi nie są

    • szarabajka

      Nieufność i racjonalizacja. Czy jestem zbyt brutalna? ;) Ani jedno, ani drugie nie jest złe, jeśli pomaga, a przynajmniej nie szkodzi. Mnie pisanie nie pomaga, bo w takich razach po prostu nie umiem pisać.
      Gdyby nie było problemu, to by nie bolało. Jeśli czytałaś tekst o mojej matce, to wiesz, jaki jest mój stosunek do rzucania problemu za siebie, lekceważenia go lub niezauważania. Ale to tylko MÓJ stosunek, pewnie niezbyt zdrowy, jeśli biorąc życie na klatę wpadam w doły. Nic godnego polecenia :)
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

  • Nie minęło wiele czasu od tego wpisu, ale ciekawa jestem, jak się sprawy mają?

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>