Kłam. To się opłaca.

Pojedyncza napisała fajną notkę-rozprawkę na temat kłamstwa. Jeszcze pół roku temu bez wahania zgodziłabym się z jej duchem, ale dziś już nie. Wydarzenia ostatnich miesięcy pokazały mi, jak bardzo się całe życie myliłam, także w tym obszarze. I zaczęłam się zastanawiać, dlaczego właściwie nie należy kłamać? Skąd takie nasze przekonanie, że to cnota? No, może i cnota, ale z niej korzystają głównie inni. Łatwiej jest żyć z kimś otwartym i szczerym, ale czy jemu samemu jest łatwiej? A przecież nie żyjemy za karę. Chyba. 

Wszystko zaczyna się w rodzinie. Matka uczy dziecko, że to nie ładnie jest kłamać. Daje jej to przewagę wychowawczą, bo przecież nie wszędzie może być, a kontrola jest potrzebna. Podobnie w szkole. Dziecko dorasta i albo orientuje się, że z tym gadaniem o mówieniu prawdy to tylko taki bajer jest albo zostaje życiowym niedołęgą. Oczywiście, byłoby pięknie, gdybyśmy sobie mogli bezgranicznie ufać, ale pod jednym warunkiem, że nikt nie kłamie. Jeśli chociaż jedno z nas jest oszustem, momentalnie uzyskuje przewagę.

Bo kłamstwo jest praktyczne. Za jego pomocą można kreować swój własny wizerunek bez zbędnego wysiłku. Można tworzyć mity rodzinne, ukrywające trupy w szafach oraz własne i cudze niegodziwości. Można uniknąć odpowiedzialności, także karnej i finansowej. Wiele można posługując się kłamstwem. W każdym razie znacznie więcej, niż prawdą. Powie ktoś, że kłamstwo jak oliwa zawsze na wierzch wypływa. Spytałam o to wprawną kłamczuchę: co wtedy? |Rzuciła niefrasobliwie ramionami i odpowiedziała: to się pokajam; jeszcze będą mi współczuć, że mi tak przykro. Proste? Proste.

Bo prawda nigdy nie jest tak atrakcyjna, czarno-biała, jednoznaczna i bezdyskusyjna. Tak po prostu ma, gdyż dotyczy prawdziwych, niedoskonałych ludzi. Jak ma zatem konkurować z wizerunkiem klarownym i czytelnym, choć fałszywym? Ludzie kochają być okłamywani, gdyż to czyni ich życie łatwiejszym. To nic odkrywczego i nawet specjalnie nie deprymuje, dopóki nie dotknie nas osobiście. 

Czy nie zastanowiło was nigdy, że w Dekalogu nie ma przykazania: nie kłam? Owszem, jest to, które zabrania mówić fałszywie o bliźnim, ale to tylko jedno z całej gamy kłamstw, którymi się posługujemy. Oznacza więc, ni mniej ni więcej, że Bóg nie ma nic przeciwko mijaniu się z prawdą, jeśli tak nam wygodnie. 

Jeden z zaprzyjaźnionych prawników opisał mi, jak działa prawo. Jest jak płot. Przez jego szczelinę prześliźnie się żmija, tygrys go przeskoczy, a bydło czeka przed nim, żeby mu pozwolono przejść. Prawo jest dla mnie nierozerwalnie związane z prawdą, dlatego o tym wspominam. 

Między innymi tego, o czym napisałam, nauczył mnie ostatni kryzys. Namacalnie. Bez możliwości odwrócenia wzroku. Minie sporo czasu zanim się z tym pogodzę, że norma „nie kłam” to taki myk w celu kontrolowania społeczeństwa lub kogoś bliskiego. Ktoś pomyśli: Jezu, ale naiwniara. Ktoś inny: przesadza. A ja i tak będę musiała żyć ze świadomością, jakiej nauczyło mnie zbyt późno, życie.

 

kłamstwo

 

29c komentarze/y do Kłam. To się opłaca.

  • Na sprawie rozwodowej młodemu ojcu prawnik podpowiedział, co najlepiej napisać w pozwie, a mianowicie:wtrącanie się teściów, brak opieki żony nad dzieckiem, brak chęci rozmowy itp. Kiedy facet powiedział, że nie napisze tego, bo to by było kłamstwo, to prawnik: chce pan rozwodu, to niech pan pisze, jak radzę. Napisał, bo dziecko z inną było już w drodze.
    Serdecznie pozdrawiam

    • szarabajka

      I tak jest pewnie we wszystkich sądach na świecie. Znamienne jest, że żeby skłonić zeznających do mówienia prawdy w niektórych z nich muszą oni przysięgać na biblię, co jest o tyle zabawne, że nie wszyscy w Boga wierzą, a poza tym Bóg zdaje się nie mieć nic przeciwko mijaniu się z prawdą :)

  • kłamczuszkom jest łatwiej – to fakt
    I alzheimer ich później dopada, bo pamięć ćwiczona co-komu-naopowiadał trzyma go w pionie.
    Ale i na nich przychodzi czas, gdy opinia odbierze możliwość szczerej rozmowy, lub pomocy.
    Człek raz oszukany staje się nieufny, a nawet nieprzystępny. nie każdemu kajanie wystarczy, żeby zapomnieć i wybaczyć.
    Rozważnie korzystaj z tego oręża i ćwicz pamięć nieustannie.

    • szarabajka

      Witaj;
      No, tak się możemy pocieszać, że sami się zakiwają, a ludzie się zmienią, ale to nieprawda.
      Z dobrodziejstwa kłamstwa już raczej nie będę miała okazji skorzystać. Trudno nauczyć starego psa nowych sztuczek.

  • Posłużę się pewnym cytatem, który jakoś tak mi się zagnieździł w głowie „prawda jest jak poezja – praktycznie nikt nie lubi poezji” No.
    O tym, że wszyscy kłamią powstał całkiem dobry włoski film „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” ale zdecydowanie nie poprawi Ci nastroju, jedynie utwierdzi w przekonaniu, że nikomu nie można ufać, choć są ludzie wysypy – uczciwi, ale samotni.

  • Opłaca się, nawet bardzo sie opłaca, tylko ile można?

  • Są jeszcze kłamstwa czy też prawdy, które trudno obronić lub obalić. Bo co powiedzieć ma sędziemu kobieta, której mąż na sprawie rozwodowej twierdzi, że ich dom był zimny, a on się w nim źle czuł…
    Bywają też półprawdy – koleżanka w pracy odniosła sukces, ale zapomniała dodać, kto jej pomógł i skąd nagle jej wiedza w pewnej dziedzinie…
    Szafowanie jednym lub drugim zależy od wychowania, naszego własnego sumienia i tej drugiej strony. Znam kobiety, które podejrzewają zdrady mężów, ale wola nie wiedzieć, nawet to jasno komunikują…
    Rzeczywistość nie jest zerojedynkowa.

  • Na blogu „Pojedynczej” napisałem:
    „… To samo kłamstwo dla jednych może nic nie znaczyć, dla innych może to być sprawa życia, lub śmierci …”
    Widzę że Ty rozwinęłaś ten wątek kłamstwa mówionego, do być może takiego, które zostało utrwalone urzędowo i na piśmie. No cóż, nawet umowy w których najważniejsze zasady opisuje się najmniejszym druczkiem powinny nas od dziesiątków lat nauczyć ostrożności.
    To prawda, że „… przez szczelinę płotu prześliźnie się żmija i przeskoczy tygrys a zostanie bydło …” może dlatego przyjaźnimy się z bydłem, a uciekamy od żmij i tygrysów? ;)

  • Myślę, że ci, którzy biją się w piersi, że „nigdy” nie kłamią, nieraz wykorzystują w życiu uniki. Czy to znaczy, że kłamią. Nie. Oni po prostu nie mówią wprost tego, o co chodzi ;)

    Nie uwierzę, że istnieją osoby, które nigdy nie mijają się z prawdą. Przyczyny kłamstwa mogą być różne np. nie chcemy ranić bliskich, więc nie mówimy bezpośrednio tego, co myślimy lub co się wydarzyło. Empatyczne mijanie się z prawdą. Ręka do góry, kto nigdy nie stosował takiego uniku ;)

    • szarabajka

      Mogę mówić tylko za siebie: oczywiście, że zdarza mi się kłamać. Najczęściej, kiedy to jest mniejsze zło. Jednak zawsze przy tym czuję dyskomfort, choć to są pierdoły. W sumie wolałabym mówić prawdę. Nie dla zasady, ale ze zwyczajnej wygody i komfortu.

      • …bo to jest niepodważalny fakt – dla komfortu psychicznego lepiej mówić prawdę. Gdy się kłamie, trzeba być wiarygodnym i pamiętać rzeczy, które ukazało się w fałszywym świetle. Czyż to nie męczące tak się ciągle pilnować….?
        Notorycznie kłamiący zaczynają gubić się w wyimaginowanym świecie – ludzie przestają traktować ich poważnie.

        • szarabajka

          Syn zapytał synowej, czy nie boi się, że to wszystko się wyda? Wzruszyła ramionami i odpowiedziała: „no to co? pokajam się i tyle”. A ludzie myślą tak: ” no, może to i niecała prawda, ale COŚ w tym musi być.” Jak kogoś obrzucisz gównem, to ono się tak łatwo nie odkleja.

  • Najważniejsze to wiedzieć, że człowiek jest tylko człowiekiem. Dopiero kiedy przestaniemy idealizować ludzi i otaczający nasz świat, będziemy w stanie dostrzegać ich piękno. Każdy kłamie- tak. Każdy zdradza- tak. Każdy zakłada maskę stosownie do sytuacji- tak. Bo jesteśmy tylko ludźmi.
    Terencjusz powiedział: Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce. Kiedy to zrozumiemy, kłamstwa nie będą już tak ranić i przerażać.

  • Cały czas się zastanawiam, czy słusznie wychowywałam syna w prawdzie i ucząc, że kłamstwo jest okropne, że i tak się wyda, i takie tam… I myśle o tym często i dziś, choć młody już ma 30-kę na zakręcie widoczną. Fakt, jestem z niego dumna, ale czy jemu będzie łatwo? Tak czy inaczej nie żałuję. Taka jestem, tak mnie wychowano i tak ja wychowałam. Prawdomówność dla mnie zawsze będzie cnotą.

  • Właściwie to nie wiem co mam tu napisać. Z pewnością napisałaś bardzo smutny ale prawdziwy tekst.
    Jeśli chodzi o mnie to kłamałam tylko wtedy gdy nie chciałam komuś sprawić przykrości.
    I pewnie źle robiłam. Bo go oszukiwałam.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

  • Cóż… Przyznam szczerze, że zdarza mi się kłamać. Mam tylko nadzieję, że nie robię tym kłamaniem krzywdy. Fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu też wystawiałem, ale tylko w dzieciństwie…

  • szarabajka

    Boju, ja nie byłam idealistką-utopistką :) Wydawało mi się nawet, naiwnie, że patrzę trzeźwo na życie. Oczywiście wiedziałam, że WSZYSCY czasem mijamy się z prawdą, ale skala fałszu, z którą się ostatnio zetknęłam i to, jak łatwe profity to przynosi, poraziła mnie. Więc zaczęłam się zastanawiać: dlaczego nie należy kłamać? Stąd ta notka.

  • ~Iwona Zmyslona

    Kłamstwo zawsze było, jest i będzie tak jak kobiety uprawiające najstarszy zawód świata. Może kłamstwo się opłaca ale tylko do pewnego momentu. Wolę być samotną wyspą. Pozdrawiam.

  • ~Iwona Zmyslona

    Wszyscy wiemy, że kłamać się nie opłaca, bo „kłamstwo ma krótkie nogi”, a jednak robimy to. Oczywiście nałogowcy z upodobaniem, inni od przypadku do przypadku, drudzy(wyznawcy „brzydzę się kłamstwem”)tylko w imię wyższej konieczności”prawda nie uleczy ale zrani”. Pozdrawiam.

  • Bez znaczenia jak, odnalazła mnie żona mojego klienta . Niejednoznaczna w uczuciach spytała czy jestem prostytutką. Potwierdziłam.Zapytała o męża ,doprecyzowuj infotmacje co pozwoliło określić osobę. Zapytała czy był u mnie . Potwierdziłam po czym indagowana zaczęłam snuć opowiadanie co robił,co mówił, jak się zachowywał.Żona smutna coraz bardziej że łzami w oczach i wtedy dodałam informację o tatuażu. Jedno małe kłamstwo o mężu zmieniło wszystką jej wiedzę, jej postrzeganie itd. Sami Państwo wyciągnijcie wnioski.

  • jak to ktoś kiedyś powiedział: „jest cała prawda, pół-prawda i gówno prawda” i dla spokojności można byłoby się z tym zgodzić, gdyby nie to, że tak jak nie można w połowie wysiąść z pociągu, tak coś nie może być prawdą tylko w jakimś stopniu – tutaj można byłoby dodać cały wywód o niedopowiedzeniach, które z pewnego punktu widzenia są prawdą, ale wtedy pojawiłby się problem relatywizmu i tak w nieskończoność. zatem przyjęcie – w przypadku prawdy – że jest tylko czarne albo białe, a inne odcienie/szarości znaczeniowe są zarezerwowane dla innych pojęć, wydaje się zasadne.

Odpowiedz ~Anna Anuluj

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>