Krótko – sztuka leczenia (się)

200 zeta za wizytę. Mowy nie ma! To przecież pierdoła jest. Syn na te moje jęki (pieniądze miały być jego) zadał mi proste, acz kluczowe, pytanie: mamo, chcesz chodzić do lekarzy, czy się leczyć? 

Tym sposobem weszłam w nieznany mi świat kompetentnych lekarzy, czystych, dobrze wyposażonych gabinetów, punktualnych przyjęć, przyjaznych rejestratorek. Już samo to sprawiło, że poczułam się lepiej :) Jak podmiot.

Szybko zorientowałam się, że sztuka leczenia się polega na odpowiednich znajomościach. Nie, nie  takich, do jakich przywykłam. Lekarz, nazwijmy go pasjonat, wie, kto, podobnie jak on, traktuje zawód poważnie, stale doskonali się, pracuje rzetelnie. I u takich konsultuje swoich pacjentów. Żaden z nich nie podpisał kontraktu z NFOZem. Nie muszą. Mają branie.

U takich samych specjalistów byłam już wcześniej. Takich samych z nazwy, ale nie z nazwiska, a to ogromna różnica. Nie każdy lubi swój zawód lekarza wykonywać, najczęściej chcą go tylko mieć.

A pierdoła wcale nie była pierdołą. Przy okazji wyskoczyły inne niepierdoły, ale na razie dam sobie czas na święta. Pasjonaci są rozsiani rzadko, co wymaga licznych podróży, a te znoszę fatalnie.

 


 


14c komentarze/y do Krótko – sztuka leczenia (się)

  • Ja to wszystko rozumiem i sama tak robię, bo wyjścia nie ma, ale z leczeniem prywatnym jest jeden problem. Bo zapłacić za wizytę to jedno, ale wykonywać wszystkie badania diagnostyczne z własnej nędznej wypłaty to drugie. Więc się kulam raz tu, raz tu.

    • szarabajka

      Ja też pierwsze swoje kroki skierowałam do rodzinnej po skierowania. I faktycznie część badań nawet udało mi się zrobić nieodpłatnie (czyli z mojej składki ZUSowskiej :) ), ale gdy zgubiły mi ważną probówkę, trafiłam do prywatnego laboratorium i teraz ze zgrozą myślę, że nie zawsze niestety mogę tam bywać…:( Na niektóre badania nieodpłatne nawet nie trafiłam, bo w Pracowni nikt nie odbierał telefonu.

  • Tę stronę życia także poznałam, ale miałam też szczęście do dobrych lekarzy z kasy chorych. Każdy chciałby być traktowany należycie i dlatego jestem zdania, że nasze składki powinny trafiać na osobiste konto pacjenta, a nie tak jak teraz i choć mało ze służby zdrowia korzystam, to gdy już muszę nie ma numerków, skierowań itd.
    Chętnie zapłacę za wizyty i badania wszelkie, omijając kolejki, tylko oddajcie mi moje składki…

    • szarabajka

      Jotko, kasy chorych były dawno temu :)
      Ta sprawa ze składkami nie jest taka prosta. Jeśli być może opłaciłabyś nimi wizyty u specjalistów i badania, to już na np. operację serca – nigdy. Mój syn miał dwie. Pewnie częściowo także z Twoich składek, choć uwierz, że wolałabym opłacić je komuś innemu.
      W systemie ubezpieczeń amerykańskich ludzie bankrutują, kiedy przyjdzie im opłacać drogie leczenie lub się pewnie nie leczą.
      To niełatwy problem do rozwiązania.

      • ~jotka

        Rzadko korzystam, więc kasa chorych czy NFZ to jeden diabeł.Problem chyba faktycznie jest patowy, a co z tymi, których nawet na ubezpieczenie nie stać?
        Pozostaje modlić się o zdrowie…mam nadzieję, że Twoje leczenie będzie skuteczne :-)

        • Wszyscy są ubezpieczeni, a właściwie mogą być. Bezrobotni np. przez Urząd Pracy lub drugiego współmałżonka, dzieci do iluś lat (dokładnie nie wiem ilu) obligatoryjnie, bez względu na zarobki lub ich brak przez rodziców. Za to jeśli przedsiębiorca spóźni się chwilę z wpłatą składek na ZUS, natychmiast cofają mu ubezpieczenie.

  • Od lat leczę się tylko prywatnie, ale na szczęście mam bardzo dobre prywatne ubezpieczenie – drogie, ale sie opłaca.Od czasu do czasu i tak coś musze dopłacic, bo niektórych dziwnych badań nie ma w pakiecie – ale, ja sama napisałas, to jest inny świat… a już prywatny szpital – to jest kompletna bajka.
    Tylko czy to tak powinno wyglądać? leczy się tylko ten, kogo stać?

    • szarabajka

      Obawiam się, znając realia moich znajomych za granicą, że to nie jest typowo polski problem. Tak jest na całym świecie, że zamożniejsi mają lepiej, także w chorobie.

  • Ja znałam tylko dwóch lekarzy z prawdziwego zdarzenia.Całe szczęście,że zdrowie mi dopisuje, ale gdyby nie daj Boże coś się zdarzyło, to nie wiem co zrobię. Mam za sobą traumatyczne przeżycia z lekarzami w roli głównej i nie mam do nich krzty zaufania.
    Pozdrowienia serdeczne:)

  • Znam to wszystko, przeszłam na własnej skórze i przechodzę dalej, a jeden z lekarzy bierze 350 zł. Podobnie jest z dentystami. Dobry dentysta nie leczy w poradni i nie ma umowy z NFZ. Teraz lekarzy wykształconych systemem płatnym, zaocznym trzeba się bać i omijać z daleka.
    Serdecznie pozdrawiam

  • Nie mam żadnej wiedzy na temat leczenia, bo ostatni raz (nie licząc zaświadczeń do pracy) byłem w sł. zdrowia w … 1987 r. Natomiast w wiadomości z t.zw. „drugiej ręki”, nawet jeśli jest to żona robiąca w tym fachu, wydają mi się dość subiektywne. Ale nie chcę dywagować …
    Pozdrawiam

  • Pozazdrościć zdrówka i oby tak nadal było :)

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>