Krótko – kłopoty, problemy i katastrofy

Kłopot oznacza, że coś idzie gorzej, niż byśmy chcieli, ale w sumie posuwamy się naprzód. 

Problem, szczególnie nierozwiązany, może uniemożliwić realizację planów lub wymóc konieczność ich zmiany. 

Katastrofa przewraca świat do góry nogami i nieodwracalnie go zmienia. I to w takiej sytuacji najczęściej pojawia się pytanie: dlaczego ja? Wcale nie jest takie głupie, gdyby znać kogoś, kto może na nie odpowiedzieć.

Kłopoty miewamy wszyscy, problemy też, natomiast, tak mi się przynajmniej zdaje, katastrofy zdarzają się tylko nielicznym. I dobrze, bo nic dobrego z nich nie wynika. Wymuszone zmiany, to niechciane zmiany. 

Ile katastrof może przypadać średnio na łebka? Brak statystyk. Pewne jest natomiast to, że każda następna jest bardziej zabójcza – jest jakaś granica zdolności adaptacji. Potem następuje rozpad. 

 

Definicje powyższe są tylko moje, więc można się z nimi śmiało nie zgadzać.

 

 

 

Tak, przy okazji, zna ktoś może zasady działania laleczki voodoo? ;)

 

 

 

 

22c komentarze/y do Krótko – kłopoty, problemy i katastrofy

  • a w stronę słońca jak to będzie?
    czemu tylko o negatywnych opcjach wspominasz? świat pełen jest również tych lepszych chwil.

  • Po co Ci laleczka voodoo? Chcesz ją nakłuwać? ;)

    Jeśli ustosunkować się do Twojej definicji katastrofy i przyjąć ją jako pewnik, miałam w życiu parę katastrof, kiedy życie zrobiło zwrot o 180 stopni. Z perspektywy czasu uważam, że wyszłam z tego zwycięsko. Większości właśnie to wychodzi, bo człowiek ma taką specyfikę, że działa mimo wszystko i potrafi się dostosować do nowych warunków życia….

    • szarabajka

      No, właśnie nie wiem, jaką ma instrukcję obsługi taka laleczko…

      Sam zwrot o 180 stopni to jeszcze nie katastrofa. To może być także uśmiech losu :) I takich Ci życzę.

    • szarabajka

      Powinnam zapytać w takim razie jak Cię obsłużyć, ale to jakoś niespecjalnie brzmi :D

      • W duchu się obśmiałem i podnieciłem na taką trafną i inteligentną ripostę, jednak w rzeczywistości strach o tym napisać, bo nadzieję się na kontrę, że to żałoba, a nie żarty. Gdybym napisał coś na serio to znowu będzie kontra, że nie znam się na żartach, tak więc skorzystam z szansy i … zamilczę.

        • szarabajka

          Milczałeś przez dwa spore zdania :)
          To żart był. Nie uważam, że inni powinni nosić moją żałobę. Mimo wszystko lubię się śmiać. Pozdrawiam ciepło.

  • W każdym życiu są katastrofy. Miałaś szczęście, że do tej pory nie było ich za dużo, więc gdy się pojawiła jedna, dramat zamiast spokoju i szukania pokojowego wyjścia albo ominięcia problemu.
    Serdeczne pozdrawiam

    • szarabajka

      Kiedy założyłam ten blog miałam już za sobą dwie katastrofy: przez 8 lat moim środowiskiem naturalnym był szpital, gdzie ratowałam życie syna, potem rozwód. Ta jest trzecia. O szukaniu spokoju i pokojowego wyjścia w relacji z narcyzem nie ma mowy.

  • W laleczki i czarną magię to Ty się lepiej nie baw ;-)
    Ktoś mądry powiedział, że wszystko jest po coś, a pytanie „dlaczego ja” zadaję sobie czasem w kolejce, gdy wszystkie inne kolejki posuwają sie szybko, a moja stoi w miejscu i kasjerka co chwila wychodzi coś sprawdzić…
    A poważnie, mądrości mądrościami, ale nie wszystkie kłody rzucane pod nogi wyzwalają w nas kreatywność, niestety:-(

    • szarabajka

      Czarną magią (zieloną lub lila też :) ) zajęłabym się bez wahania, w zbożnym celu ;), gdybym wierzyła w jej skuteczność. Niestety wiem, że żadne żabie udko pod poduszką nie pomoże – kolejny raz trzeba wziąć życie na klatę.

  • Ja myślę, że wszystko jest po coś, jak wspomniała Jotka. Sama też mam za sobą różne trudne sytuacje, ale koniec końców ze wszystkich wyszłam zwycięsko. Myślę, że jeśli coś takiego nas spotyka to coś to oznacza, coś nam pokazuje, powinniśmy zatrzymać się i dobrze wszystko przeanalizować, zrozumieć, wybaczyć, nie iść pod prąd. Nie walczyć, nie myśleć o zemście, bo wtedy dajemy problemowi własną energię i koło się zamyka, z którego ciężko wyjść. To jest tylko moja opinia z własnych przeżyć, ale od kiedy to zrozumiałam – zadziałało i wszelkie problemy zniknęły.

    • szarabajka

      Wiesz, nie bardzo miałam wpływ na żadną z katastrof. Jeśli były po coś, to chyba powinnam wiedzieć po co, żeby były sensowne.
      Nienawiść to uczucie dobre, jak każde inne. Uczucie wskazują nam kierunek do lub od obiektu. Po to są. Doprawdy trudno być bardziej od, niż od kogoś, kto po 19 latach małżeństwa mówi, że mąż miał umrzeć, a nie umarł. Tak się składa, że ten mąż to mój syn.

  • trochę się martwię a to dlatego, że laleczka voodoo to narzędzie zemsty ze wszystkimi tego mrocznymi konsekwencjami. grzebanie w tej materii może zapoczątkować falę zdarzeń, które zasięgiem rażenie objemą osoby bogu ducha winne.
    masz zdecydowanie czas, kiedy wiatr w oczy i wszystko sprzysięgło się przeciwko tobie ale jest nadzieja, że i tym razem podołasz, czego ci serdecznie życzę.
    ja mam za sobą – gorącą jeszcze – katastrofę i wciąż walczę, by cień rozpaczy/zemsty/złorzeczenia nie przysłonił mi przyszłości, w której może jednak pojawi się jakiś wątły promyk pomyślności.
    mogę tylko mieć nadzieję – tak, nadzieja już tutaj kluczowa/najważniejsz/nieodzowna – że zbyt szybko nie dostanę znowu po łbie, ponieważ obawiam się, że mogę się nie podnieść.

    • szarabajka

      Zdziwił mnie Twój komentarz, ale jednocześnie stałaś mi się bardzo bliska. Dotąd odbierałam Cię jako osobę, która daje odpór wszelkiej melancholii i porywczości. Ale tak to już jest, że ludzie są jak drzewa: te o miękkim łyku muszą mieć szorstką korę.
      Nie napiszę Ci, że wszystko będzie dobrze, bo tego nie wiem. Nie zachęcam Cię też do wybaczania – robiłam to całe życie i wyszłam na tym jak mydłek Zabłocki. Ale pozdrawiam baaaardzo ciepło. Trzymaj się choćby ramy :), jak mawiał mój znajomy, trunkowy.

  • Urodzenie dziecka przewraca świat do góry nogami, a przecież katastrofą nie jest.
    Dlaczego Ty? Bo masz siłę, żeby to znieść, wyciągnąć wnioski, a może nawet być wsparciem. Wiem to, bo podczytuję Twój drugi blog.

    • szarabajka

      Masz rację z urodzeniem dziecka. Definicja nie jest więc precyzyjna ;)

      Teraz ja się nie zgodzę – niby siły mam, ale też nie mam innego wyjścia. Co niby miałabym zrobić? Siąść i płakać?

  • Stokrotka

    Widzę, że w Twoim przypadku to „siła złego na jednego”.
    Mogę Ci tylko współczuć i prosić Cię abyś nie traciła nadziei.
    Przecież po najgorszej burzy wychodzi słońce.
    :-)

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>